Rozmowa z redaktor Dorotą Kanią po spotkaniu z cyklu „warsztaty z praktykami”

Akademia Kultury Społecznej i Medialnej regularnie organizuje „warsztaty z praktykami”, czyli spotkania studentów z osobami, które mają już pewien bagaż doświadczeń. W piątek, 24 kwietnia uczelnię odwiedziła Dorota Kania – dziennikarka, pisarka, reżyserka, scenarzystka, autorka książek z kategorii dziennikarstwa śledczego.

O radach dla przyszłych dziennikarzy, roli prawdy w dziennikarstwie, presji zawodowej i dziennikarstwie śledczym opowiada Dorota Kania w rozmowie z Hubertem Pióro, studentem dziennikarstwa i komunikacji społecznej AKSiM.

Miała Pani okazję współpracować z absolwentami AKSiM. Jak wspomina Pani ich kompetencje, wiedzę i przygotowanie do pracy w mediach?
– Pracując, czy to w telewizji Republika, czy w koncernie Polska Press, spotykałam przychodzacych do pracy absolwentów AKSiM i muszę powiedzieć, że lepiej wykształconych absolwentów dziennikarstwa nie spotkałam. Ci, którzy pracowali potem w mediach, o których wspomniałam, mieli doskonałą wiedzę, doskonałe przygotowanie zawodowe. Nie trzeba było im tłumaczyć podstawowych pojęć, podstawowych rzeczy – wiedzieli, co mają robić. Nie trzeba było im tłumaczyć dlaczego Czesław Kiszczak przetrzymywał teczkę Lecha Wałęsy, czy dlaczego zostały zlikwidowane służby informacyjne w Polsce (…). Absolwenci doskonale się poruszali w obszarze medialnym i widzieli, co jest prawdą, a co jest fake newsem.

Jak radzi sobie Pani z presją czasu i stresem w pracy dziennikarskiej?
– Jeżeli chodzi o presję związaną z wystąpieniami publicznymi, to akurat ja nigdy szczególnie jej nie odczuwałam. Tak się złożyło, że nie miałam problemu z tym, że na przykład program w telewizji ogląda wiele osób albo że występuję przed publicznością. Bardzo lubię spotkania autorskie z czytelnikami, uwielbiam rozmawiać z ludźmi i wchodzić z nimi w interakcję. Dla mnie jest to czysta przyjemność, więc trudno mi doradzać, jak poradzić sobie ze stresem, którego sama właściwie nie miałam. Inaczej wygląda kwestia presji czasu. Kiedy tworzy się materiał, czas jest bardzo ważny. Mam taką wadę, że czasem odkładam pracę, bo wydaje mi się, że jeszcze zdążę, a później przychodzi ostatni moment i trzeba wszystko zrobić bardzo szybko. Książki najczęściej pisałam po nocach, scenariusze również pisałam po nocach. Ostatnie poprawki i szlify scenariuszowe także wykonywałam nocą. Jestem tak skonstruowana, że lepiej pracuje mi się w nocy niż w ciągu dnia. To jednak jest już kwestia indywidualna.

Jaką ma Pani radę dla przyszłych dziennikarzy?
-Przede wszystkim należy polegać na prawdzie. W tej chwili prawdzie bardzo dużo zagraża, między innymi sztuczna inteligencja. O tym również rozmawiałam w piątek ze studentami. Musimy się wystrzegać bezrefleksyjnego przyjmowania informacji i bardzo dokładnie sprawdzać treści, które ukazują się w Internecie. Mamy dziś do czynienia z zalewem różnego rodzaju fake newsów, ale możemy sobie z tym poradzić, jeśli będziemy wracać do źródeł. Najważniejsze jest kierowanie się prawdą. Nie należy ulegać modom ani różnym środowiskom, które próbują narzucać nieprawdziwy obraz sytuacji. Wielu osobom zależy na tym, aby
rzeczywistość była przedstawiana zgodnie z określoną ideologią. Można się jednak od tego
uwolnić, jeśli człowiek opiera się na źródłach, na faktach i na świadomości, że wiele rzeczy można sprawdzić.
Dziennikarstwo śledcze zawsze było narażone na różnego rodzaju niebezpieczeństwa. Dziennikarze zajmujący się tą dziedziną byli i są narażeni na próby kompromitowania, podważania ich ustaleń oraz wywierania na nich presji. Dzieje się tak szczególnie wtedy, gdy publikowane są oryginalne, prawdziwe dokumenty dotyczące osób znanych lub wysoko postawionych w strukturach państwowych. Dziennikarz, który dociera do takich materiałów i je ujawnia, bardzo często znajduje się pod ostrzałem tych, których te dokumenty dotyczą. Myślę tutaj między innymi o sprawach związanych z Romanem Giertychem. Kiedy mówi się prawdę i kiedy działa się na rzecz prawdy, trzeba liczyć się z atakami. Przypomnę też, że podobne mechanizmy występują od początku powstania Radia Maryja, Telewizji Trwam, a później Akademii Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu. Ojciec Tadeusz Rydzyk był nieustannie poddawany różnego rodzaju presji. Dziennikarze śledczy, którzy prowadzą śledztwa dziennikarskie i docierają do dokumentów dotyczących osób znanych, wpływowych czy wysoko postawionych, muszą liczyć się z naciskami. Tak było zawsze, tak jest i niestety prawdopodobnie tak będzie. Dziennikarstwo śledcze jest bardzo trudnym kierunkiem pracy dziennikarskiej, ponieważ wymaga dużego nakładu czasu, precyzji i opierania się na prawdzie. Problem polega też na tym, że dziennikarz musi z czegoś żyć. Bywało tak dawniej i zdarza się także teraz, że jeśli dziennikarz nie publikuje, to nie zarabia. Tymczasem przygotowanie naprawdę
solidnego materiału śledczego, książki, filmu czy reportażu wymaga bardzo dużo czasu,
dokładności i sprawdzania każdego szczegółu.

Z której książki jest Pani najbardziej dumna?
-Najbardziej jestem dumna z książek „Resortowe dzieci. Media” oraz „Resortowe dzieci. Służby”. W tych
publikacjach zostały ujawnione bardzo ważne kwestie. Myślę jednak, że najważniejsza w całej tej
serii była książka, dzięki której ludzie mogli dowiedzieć się, kto tworzył polskie media, kim są
dziennikarze w nich pracujący, jakie były ich kariery i z czego one wynikały. To było najważniejsze
pytanie, na które chciałam odpowiedzieć.

Czy dostawała Pani groźby?
-Nie, nie dostawałam gróźb, ale miałam bardzo dużo procesów sądowych. Było też wiele
pomówień pod moim adresem. W ten sposób próbowano mnie skompromitować, ale to się nie
udało. Procesy w około 95 procentach wygrałam. Rzeczywiście próbowano mnie wykończyć
procesami – i nie tylko mnie. Widzę to również u innych dziennikarzy prawicowych i
konserwatywnych, którzy także mają procesy sądowe albo są oskarżani o różne nieprawdziwe rzeczy.

Dziękuję za rozmowę, Hubert Pióro