Wtorek, 13 stycznia 2026, Nr 9 (8480) – Myśl jest bronią
Przykłady i studia przypadków
Przykład 1: Rosyjskie operacje dezinformacyjne.
Rosja od lat uchodzi za jednego z głównych aktorów, który wykorzystuje informację jako broń. W pewien sposób w 2015 roku potwierdził to ówczesny minister obrony Federacji Rosyjskiej – Siergiej Szojgu, który powiedział, że „słowa również strzelają”. Co więcej, współczesne rosyjskie koncepcje wojskowe (np. koncepcja „Wojny nowej generacji” gen. Gierasimowa) kładą silny nacisk na walkę informacyjną i psychologiczną w celu osiągania celów strategicznych bez otwartej wojny.
W praktyce widzimy to w licznych kampaniach informacyjno-psychologicznych, które Moskwa prowadzi równolegle do działań kinetycznych. Przykładowo agresji na Ukrainę od 2014 r. towarzyszyła intensywna kampania informacyjna, tj. promowanie narracji o „faszystach w Kijowie”, zaprzeczanie obecności wojsk rosyjskich w Donbasie czy oskarżanie Zachodu o prowokowanie konfliktu. Również Polska i inne kraje NATO są na celowniku. W 2020 r. głośno było o tzw. operacji „Ghostwriter”, w której zhakowano konta e-mail kilku polskich polityków i rozpowszechniono fałszywe „wycieki” mające skompromitować rząd oraz skłócić Warszawę z sojusznikami. Innym przykładem jest powtarzanie przez rosyjskie kanały narracji antyukraińskich mających wzbudzić niechęć Polaków do ukraińskich uchodźców (np. nieprawdziwe historie o rzekomych przywilejach dla Ukraińców czy incydentach z ich udziałem).
Nowym instrumentarium Rosji stały się media społecznościowe, w tym specyficznie Telegram i – do niedawna – X (dawniej Twitter). W tym względzie badania wykazały, że rosyjskie oficjalne placówki dyplomatyczne wykorzystują swoje profile na Telegramie i innych platformach do masowego rozpowszechniania przekazów zgodnych z linią Kremla. Nie ma już podziału na dyplomację i propagandę, gdyż zarówno ambasady, jak i konsulaty Rosji w internecie pełnią funkcję ośrodków dezinformacji. Według raportu finansowanego m.in. przez polskie MSZ sieć około 130 oficjalnych kanałów rosyjskich ambasad na Telegramie działa jak „skoordynowana sieć wzmacniania dezinformacji”, tworząc echo powtarzanych przekazów prorosyjskich we wszystkich regionach świata. Analizy tych danych pokazują, że aktywność Rosji nie jest chaotyczna, gdyż koncentruje się tam, gdzie Moskwa ma najważniejsze interesy. Przykładowo najwięcej komunikatów rosyjskich ambasad odnotowano w regionach kluczowych dla Kremla, czyli w przestrzeni postsowieckiej (Kazachstan, Białoruś itp.), w krajach BRICS (np. Brazylia, Indie), a także w krajach Zachodu uznawanych za „przeciwników” (USA, Niemcy, Polska). To nie jest przypadek, ponieważ celem jest zarówno konsolidacja wpływów tam, gdzie Rosja chce odgrywać rolę lidera (np. w Azji Centralnej), jak i działania dywersyjne tam, gdzie chce osłabić jedność Zachodu.
W narracjach tych kanałów pojawiają się powtarzające się motywy: „Rosja jest ofiarą agresywnego Zachodu”, „Zachód jest słaby i pogrążony w chaosie”, „Ukraina to państwo upadłe” itp. Co ciekawe, wiele z tych operacji miało znikome bezpośrednie zaangażowanie odbiorców (posty miały mało lajków czy udostępnień), ale rosyjscy operatorzy i tak je kontynuowali. Sugeruje to, że mierzą sukces innymi kategoriami niż wiralowość. Być może liczy się dla nich sam fakt wprowadzenia danego wątku do przestrzeni informacyjnej lub spełnienie „planu produkcji” propagandy.
Tak czy inaczej Polska musi zakładać, że będzie nadal celem rosyjskich operacji kognitywnych, zwłaszcza jako istotne państwo wschodniej flanki NATO. Władze polskie i społeczeństwo doświadczyły tego choćby przy kryzysie migracyjnym na granicy z Białorusią (2021), gdzie reżim Łukaszenki, wspierany przez Rosję, prowadził kampanię narracyjną, obwiniając Polskę o wywołanie „kryzysu humanitarnego”, próbując podkopać nasz wizerunek na świecie. Przykłady można mnożyć, jednak ważne jest to, że każdy taki epizod uczy nas, jak istotne są czujność i odporność informacyjna.
Przykład 2: Chiny i „trzy wojny”.
Również Chiny intensywnie działają w sferze kognitywnej, choć ich styl różni się od rosyjskiego. Pekin oficjalnie promuje koncepcję tzw. trzech rodzajów wojny – wojny medialnej, wojny psychologicznej i wojny prawnej – jako integralną część strategii obronnej. Chińska Partia Komunistyczna inwestuje ogromne środki w propagandę i cenzurę. Z jednej strony chroni własne społeczeństwo przed „obcymi” informacjami (Wielki Firewall, kontrola internetu, nadzór nad platformami), z drugiej – stara się wpływać na globalną opinię publiczną poprzez media społecznościowe, chińskie media zagraniczne (np. CGTN), sieci chińskich diaspor czy instytuty Konfucjusza.
Widzieliśmy to wyraźnie podczas pandemii COVID-19, gdy chińskie media państwowe i dyplomaci (tzw. wilcze wojowniki) rozpowszechniali narracje alternatywne do zachodnich. [] Na platformie X chińskie oficjalne konta stały się w pewnym momencie jednymi z największych „influencerów” informacji o pandemii, choć często wprowadzających dezinformacje lub teorie spiskowe. Co ciekawe, Chiny chętnie posługują się też botami i fejkowymi kontami, ale ich przekaz bywa bardziej subtelny niż rosyjski, ponieważ częściej operują półprawdami i narracją pozytywną o Chinach niż jawnym hejtem czy teoriami spiskowymi. Jednak cele strategiczne są zbieżne: osłabienie spójności Zachodu, zdyskredytowanie demokracji jako „chaotycznych”, zyskanie sympatii krajów tzw. Globalnego Południa kosztem Zachodu itp.
W kontekście transhumanizmu warto wspomnieć, że Chiny są liderem w rozwoju technologii, takich jak rozpoznawanie twarzy, analityka big data, a nawet badania nad interfejsami mózgowymi, co rodzi pytania, czy w przyszłości reżim ten mógłby wykorzystywać np. monitorowanie aktywności mózgu obywateli (dziś brzmi to ekstremalnie, ale już raportowano eksperymenty chińskich firm instalujących czujniki EEG w czapkach pracowników w fabrykach, by monitorować ich skupienie i emocje). Państwo, które tak skrupulatnie kontroluje informacje i zachowania 1,4 miliarda ludzi, z pewnością dostrzega potencjał broni kognitywnej. Jak powiedział chiński generał He Fuchu – „sfera świadomości ludzkiej stanie się polem operacji”, a Chiny niewątpliwie chcą być na to gotowe.
Przykład 3: NATO i Zachód na nowym froncie.
A co z państwami demokratycznymi? Czy same angażują się w działania z zakresu wojny kognitywnej? Oficjalnie państwa NATO podkreślają defensywny charakter swoich działań informacyjnych. Oczywiście istnieją jednostki i centra specjalizujące się w komunikacji strategicznej (StratCom), której celem jest m.in. przeciwdziałanie propagandzie oraz promocja własnego przekazu. Przykładem jest mieszczące się w Rydze NATO StratCom Centre of Excellence, które bada i doradza w zakresie zwalczania dezinformacji.
NATO nie ogłosiło formalnie domeny kognitywnej jako odrębnej sfery działań (jak uczyniło to np. z cyberprzestrzenią), ale w dokumentach pojawia się coraz częściej koncepcja „wojny o mózgi”. W 2023 r. NATO wydało doktrynę AJP-10, w której zdefiniowano środowisko informacyjne jako środowisko obejmujące trzy wymiary: fizyczny, wirtualny i poznawczy. Podkreślono, że ludzie (oraz systemy AI) obserwują i przetwarzają informacje jednocześnie na tych poziomach, a celem działań może być wpływanie na wiedzę, przekonania i relacje między nimi. NATO przyznaje, że przeciwnicy wykorzystują wojnę kognitywną, by kształtować opinie i decyzje bez uciekania się do walki zbrojnej.
Co istotne, Sojusz wciąż nie ma wyodrębnionej struktury do walki w domenie kognitywnej – różne aspekty są rozproszone między operacje informacyjne, cyberobronę, działania public diplomacy itd. Dlatego rosną apele (m.in. oficerów NATO ACT), by nadać tym wysiłkom większą spójność. Póki co państwa zachodnie skupiają się na odporności, nie ofensywie. Prowadzone są liczne kampanie edukacyjne (np. Be Safe Online w krajach bałtyckich), inicjatywy fact-checkerskie (np. unijny EUvsDisinfo) oraz ćwiczenia symulacyjne, które testują reakcje instytucji na operacje informacyjne (np. cykliczne ćwiczenia EU/NATO pod kryptonimem „Cyber Coalition” i „Locked Shields” coraz częściej zawierają wątki dezinformacyjne).
Jednocześnie pojawiają się trudne pytania o granice działań. Demokracje muszą uważać, by broniąc się przed dezinformacją, nie naruszyć własnych zasad wolności słowa. Każde działanie w infosferze podlega bacznej ocenie opinii publicznej i mediów. Przykładowo usuwanie prorosyjskich kanałów z Facebooka czy platformy X może być krytykowane jako cenzura, aczkolwiek z drugiej strony ich nieusuwanie naraża społeczeństwo na zalew dezinformacji czy propagandy. Znalezienie właściwej równowagi to ogromne wyzwanie.
Warto zauważyć, że Zachód dysponuje także ofensywnymi zdolnościami, gdyż np. w ramach walki z ISIS amerykańskie służby cybernetyczne potrafiły zakłócać ich komunikację on-line i szerzenie propagandy. Jednak w kontekście rywalizacji mocarstw raczej unika się jawnych ofensywnych operacji informacyjnych, ponieważ nikt nie chce eskalować „wyścigu zbrojeń informacyjnych”. Zamiast tego kładzie się nacisk na ujawnianie i piętnowanie działań przeciwnika (tzw. naming and shaming). Dobrym przykładem jest tu Unia Europejska, która w 2018 r. przyjęła Plan działań przeciw dezinformacji i uruchomiła system wczesnego ostrzegania o kampaniach manipulacyjnych. []
płk. dr. Robert Reczkowski