Wojny o serca i umysły

Poniedziałek, 12 stycznia 2026, Nr 8 (8479) – Myśl jest bronią

Wykład płk. dr. Roberta Reczkowskiego, wygłoszony podczas XVIII Międzynarodowego Kongresu ”Katolicy a transhumanizm” w AKSiM, 29 listopada 2025 r. (cz. 1)

Szanowni Państwo,
stoimy dziś wobec zjawiska, które redefiniuje pojęcie konfliktu i bezpieczeństwa – weaponizacji informacji, czyli używania informacji jako broni. Choć manipulacja przekazem nie jest zjawiskiem nowym (propaganda istniała już w starożytnym Rzymie), to postęp technologiczny sprawił, że skala i skuteczność takich działań osiągnęły bezprecedensowy poziom. Żyjemy w erze mediów społecznościowych, sztucznej inteligencji (AI), neurotechnologii oraz praktyk transhumanistycznych, które zacierają granicę między człowiekiem a technologią. W tym świecie ludzki umysł stał się nową areną walki, polem bitwy XXI wieku, jak trafnie ujęto to w jednym z raportów NATO: „ludzki mózg stanie się nową przestrzenią walki”. W efekcie toczy się wojna kognitywna – walka o umysły i serca społeczeństw, prowadzona często w szarej strefie, poniżej progu otwartego konfliktu zbrojnego.

Celem mojego wystąpienia jest przybliżenie Państwu teoretycznych podstaw tego zjawiska oraz praktycznych wyzwań związanych z budowaniem odporności kognitywnej państwa. Omówię definicje kluczowych pojęć, przedstawię główne zagrożenia – od dezinformacji po neurotechnologie – zilustruję je przykładami z Polski i ze świata (w tym NATO, UE, a także działań Rosji czy Chin), a na koniec zaproponuję strategie przeciwdziałania. Szczególną uwagę poświęcę temu, jak elementy transhumanizmu, biohackingu, neurotechnologii, sztucznej inteligencji i mediów społecznościowych wpływają na bezpieczeństwo poznawcze oraz jak mogą być wykorzystane zarówno przez adwersarzy, jak i obrońców. Chciałbym, aby moje wystąpienie było zrozumiałe nie tylko dla specjalistów/ekspertów dziedzinowych, ale i dla szerokiego grona zwykłych odbiorców, bo odporność kognitywna społeczeństwa jest naszą wspólną sprawą.

Definicje kluczowych pojęć

Weaponizacja informacji to celowe wykorzystanie informacji (prawdziwej lub fałszywej) jako broni w celu osiągnięcia przewagi nad przeciwnikiem. W praktyce oznacza to tworzenie i dystrybucję komunikatów zaprojektowanych tak, by zmienić przekonania, nastawienia i zachowania odbiorców w sposób korzystny dla atakującego, a szkodliwy dla celu. Jak definiuje to NATO, „weaponized information” to przekaz, który jest celowo wymierzony w określoną grupę (target) z intencją wyrządzenia szkody, poprzez wywołanie pożądanej zmiany w przekonaniach i postępowaniu odbiorców. Innymi słowy, informacja zostaje „uzbrojona” – staje się narzędziem ataku. Może to przybierać formę dezinformacji (świadomego szerzenia fałszywych treści), propagandy, manipulacji w mediach, wycieków danych, a nawet precyzyjnego hakowania poznawczego (ang. cognitive hacking), gdzie wykorzystuje się podatności ludzkiej psychiki, podobnie jak w atakach cybernetycznych wykorzystuje się luki w oprogramowaniu.

Wojna kognitywna (cognitive warfare) to pojęcie blisko z tym związane, obejmujące całościowo wszelkie działania wymierzone w poznawczy wymiar człowieka, czyli jego umysł, procesy myślowe, postrzeganie rzeczywistości i podejmowanie decyzji. W odróżnieniu od tradycyjnych domen (ląd, morze, powietrze, kosmos, cyberprzestrzeń), wojna kognitywna toczy się w domenie świadomości i wiedzy. Jak opisuje to NATO, „wojna kognitywna degraduje zdolność poznania, tworzenia lub ochrony wiedzy jest sposobem wykorzystania wiedzy do sprzecznych celów”. Mówiąc prościej, jest to wykorzystywanie wiedzy o ludzkiej psychice i procesach poznawczych jako broni. Obejmuje to zarówno operacje informacyjne i psychologiczne mające wpłynąć na postawy ludzi, manipulowanie narracjami, jak i bardziej zaawansowane techniki wprost ingerujące w funkcjonowanie mózgu (o czym powiem za chwilę). W literaturze wojskowej wojnę kognitywną określa się nieraz jako walkę o „hearts and minds” – serca i umysły – gdzie celem jest wpłynięcie na emocje, przekonania i wolę społeczeństw, bez konieczności prowadzenia otwartej walki zbrojnej.

Odporność kognitywna państwa (poznawcza odporność społeczeństwa) to zdolność narodu i instytucji do przetrwania i adaptacji w obliczu ataków na ich sferę informacyjną i psychologiczną, do odporu manipulacji wymierzonych w umysły obywateli. Możemy ją zdefiniować jako zdolność do rozróżniania prawdy od fałszu, zachowania krytycznego myślenia i zaufania społecznego mimo oddziaływania wrogich narracji. W literaturze bywa ona ujmowana szerzej jako element odporności państwa, czyli umiejętności absorpcji zakłóceń i powrotu do równowagi. Psychologicznie wiąże się to z pojęciem cognitive security – bezpieczeństwa kognitywnego – oznaczającego ochronę procesów poznawczych społeczeństwa przed wrogą ingerencją (analogicznie do cyberbezpieczeństwa chroniącego sieci komputerowe). Eksperci, tacy jak Rand Waltzman, już w 2017 r. apelowali o traktowanie cognitive security (COGSEC) jako nowego, strategicznie ważnego obszaru, wskazując na potrzebę powołania centrów bezpieczeństwa poznawczego integrujących wiedzę z zakresu nauk kognitywnych, społecznych, informatyki i bezpieczeństwa. Odporność kognitywna wymaga więc zarówno świadomego społeczeństwa, które potrafi oprzeć się manipulacji, jak i instytucji oraz polityk zdolnych do szybkiego reagowania na kampanie dezinformacyjne czy inne „ataki” na sferę informacyjną państwa.

Współczesne zagrożenia w obszarze informacyjnym i poznawczym

W dobie transformacji cyfrowej i transhumanistycznej wachlarz zagrożeń kognitywnych jest niezwykle szeroki. Chciałbym wyróżnić kilka najważniejszych kategorii:

1) Dezinformacja i manipulacje narracyjne.
Klasycznym, lecz wciąż najistotniejszym zagrożeniem jest dezinformacja, czyli celowe rozpowszechnianie nieprawdziwych bądź wprowadzających w błąd informacji. Współcześnie dezinformacja stała się częścią większej strategii, okreś- lanej np. przez Rosjan jako wojna informacyjna lub w teorii rosyjskiej „zarządzaniem refleksyjnym” (reflexive control). Jej celem jest wpływ na decyzje przeciwnika poprzez podsuwanie mu fałszywego obrazu rzeczywistości. Przykłady można mnożyć: od plotek i fałszywych wiadomości w mediach społecznościowych po całe zorganizowane kampanie narracyjne.
Dezinformacja często uderza w zaufanie społeczne – do instytucji państwa, mediów, a nawet do sąsiadów. Co ważne, dezinformacja bywa dziś uznawana nie tylko za metodę wojny informacyjnej, lecz wprost za formę ataku kognitywnego, gdyż celuje w procesy decyzyjne grup docelowych, podstawiając im fałszywy obraz świata. Współczesne kampanie manipulacyjne często są doskonale zaplanowane: korzystają z całego arsenału technik wpływu społecznego, od odwoływania się do emocji strachu czy gniewu, przez teorie spiskowe, po zalew „dowodów” w postaci sfałszowanych dokumentów lub wypowiedzi znanych osób. Nierzadko wykorzystywane są tzw. pożyteczni idioci, czyli przypadkowi odbiorcy, którzy nieświadomie podchwytują chwytliwe fałszywe informacje i podają je dalej, zwiększając zasięg rażenia dezinformacji.
2) Media społecznościowe, algorytmy i „echo chambers”.
To właśnie media społecznościowe stały się głównym polem bitwy informacyjnej w XXI wieku. Ich algorytmy – bazujące na sztucznej inteligencji – decydują, jakie treści widzimy, często wzmacniając przekaz sensacyjny lub zgodny z naszymi uprzedzeniami (bo taki najczęściej klikamy). Powstają tzw. echo chambers, w których użytkownicy utwierdzają się we własnych poglądach, rzadko wystawieni na kontrargumenty. Dla manipulujących tym środowiskiem aktorów jest to wymarzona sytuacja, gdyż wystarczy przygotować przekaz trafiający w gust lub emocje danej bańki informacyjnej, a algorytmy zrobią resztę – po prostu rozprzestrzenią go na masową skalę.
Co więcej, fałszywe informacje rozchodzą się w sieci szybciej niż prawdziwe. Jak wskazują badania, kłamstwa w social mediach mogą rozprzestrzeniać się nawet sześć razy prędzej niż rzetelne newsy. To oznacza, że jesteśmy zalewani potokiem danych, w którym trudno oddzielić ziarno od plew. Ten szum informacyjny prowadzi do przeciążenia poznawczego (information overload). W nadmiarze bodźców nasz mózg przełącza się na „peryferyjny” tryb przetwarzania, tzn. przyjmuje informacje płytko, bez refleksji, często kierując się tylko nagłówkiem czy obrazkiem. Tak podatny grunt sprzyja uleganiu dezinformacji. Przeciążenie informacyjne – określane obrazowo jako „mgła danych” czy information fatigue – stało się realnym zagrożeniem dla zdrowia psychicznego i zdolności społeczeństw do racjonalnej oceny sytuacji. Nie zapominajmy też o botach i zautomatyzowanych kontach, tj. armiach fałszywych profili napędzanych przez AI, które mogą generować tysiące postów i komentarzy w celu podbicia wybranej narracji lub wykreowania wrażenia „opinii publicznej”. Już teraz wiele państw (w tym Rosja i Chiny) wykorzystuje boty do wpływania na dyskusje on-line.
Algorytmy AI odgrywają więc podwójną rolę: z jednej strony wzmacniają szerzenie dezinformacji (np. poprzez personalizację treści czy tworzenie deepfake’ów), z drugiej mogą stać się częścią obrony, jeśli nauczymy się wykrywać manipulacje z ich pomocą (do czego wrócę w części o strategiach obronnych).
3) Deepfaki i zaawansowane fałszerstwa cyfrowe.
Rozwój sztucznej inteligencji przyniósł nam techniki generatywne (GAN, modele deep learning), pozwalające tworzyć deepfaki, czyli ultrarealistyczne fałszywe obrazy, nagrania audio lub wideo, przedstawiające osoby wypowiadające słowa czy robiące rzeczy, których nigdy nie powiedziały ani nie zrobiły. Nietrudno wyobrazić sobie potencjał destrukcyjny takiego narzędzia: deepfake z udziałem przywódcy kraju (np. prezydenta, który ogłasza kapitulację lub wzywa do czegoś kontrowersyjnego) może wywołać chaos, zanim zostanie zdementowany. Trzy lata temu w internecie pojawił się spreparowany film z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim, rzekomo nawołującym ukraińskich żołnierzy do poddania się – choć był szybko zdementowany, pokazał nam przedsmak zagrożeń. W dobie powszechnego dostępu do technologii AI takie fałszywki mogą stać się bardziej wyrafinowane i trudniejsze do odróżnienia od prawdy.
Poza wprowadzaniem bezpośredniego chaosu informacyjnego, deepfaki mają jeszcze jeden perfidny efekt: podważają wiarygodność autentycznych materiałów. Skoro wszystko może być potencjalnie podrobione, ludzie zaczynają wątpić we wszystko, co widzą i słyszą. W literaturze mówi się nawet o efekcie „zmęczenia prawdą”, tzn. odbiorcy zapadają w obojętność lub stają się podatni na najprostsze narracje odwołujące się do emocji. To rodzi ogromne wyzwanie dla instytucji demokratycznych i mediów, a fundament ich funkcjonowania, czyli społeczne zaufanie do faktów, zostaje nadwątlony.
4) Operacje psychologiczne i socjotechnika na masową skalę.
Klasyczne techniki manipulacji psychologicznej zyskały dziś „dopalacz” w postaci big data i analityki behawioralnej. Każde nasze kliknięcie, polubienie, czas spędzony nad postem – wszystko to jest zbierane i profilowane. Profile psychometryczne milionów obywateli mogą posłużyć do mikrotargetowania przekazów podszytych manipulacją. Skandale takie jak Cambridge Analytica ujawniły, że na podstawie aktywności w social mediach można przewidzieć cechy osobowości i preferencje polityczne jednostki, a następnie dostarczyć jej skrojony na miarę przekaz, który najskuteczniej wpłynie na jej emocje i decyzje.
Ta personalizacja propagandy sprawia, że przestaje być ona toporna – staje się trudniejsza do wykrycia, bo każdy może otrzymać nieco inny komunikat, idealnie trafiający w jego wrażliwe punkty. Przykładowo, zaawansowane analizy danych mogą wykryć u danej grupy wysoki poziom lęku o bezpieczeństwo – wówczas kampania manipulacyjna podsunie im przekazy podsycające ten strach i wskazujące wygodnego winnego. Co istotne, prawda w tych narracjach często miesza się z fałszem, co czyni je bardziej wiarygodnymi. Tego typu operacje psychologiczne mogą być prowadzone zarówno przez obce państwa, grupy ekstremistyczne, jak i aktorów komercyjnych (np. w celu czarnego PR wobec konkurencji). W każdym przypadku celem jest eksploatacja mechanizmów poznawczych: naszych heurystyk, uprzedzeń, emocji. Psychologia społeczna od dawna kataloguje techniki wpływu – od reguł Cialdiniego, przez granie autorytetem lub „społecznym dowodem słuszności”, po wzbudzanie poczucia zagrożenia. Dziś wszystkie one mogą być stosowane jednocześnie, z niesłychaną precyzją i masowością, za sprawą narzędzi cyfrowych.
5) Neurotechnologie i ataki na system nerwowy.
Wkraczamy tu w obszar jak z literatury science-fiction, ale realny już dziś na poziomie prototypów. Transhumanizm zakłada coraz większą integrację technologii z ludzkim ciałem i umysłem – od wszczepialnych chipów i interfejsów mózg-komputer (BCI), po farmakologiczne ulepszanie funkcji poznawczych (nootropiki) czy stymulację mózgu. Te same technologie, które obiecują nam ulepszenie (enhancement) naszych zdolności, mogą jednak zostać zhakowane lub użyte przeciwko nam.
Wyobraźmy sobie przyszłość, w której żołnierze korzystają z implantów poprawiających koncentrację czy łączność, a przeciwnik znajdzie sposób, by takie implanty zakłócić lub przejąć nad nimi kontrolę. To nie są czyste fantazje, ponieważ już teraz testuje się BCI pozwalające monitorować falami EEG stan zmęczenia pilotów czy operatorów dronów. Ten sam BCI, teoretycznie, mógłby zostać użyty przez adwersarza do np. wywołania dekoncentracji czy fałszywych sygnałów w mózgu operatora. Słyszymy także o amatorskich biohakerach eksperymentujących z wszczepami, a oni również potencjalnie narażają się na nieznane ryzyka.
Jeszcze poważniejsze są doniesienia o neurobroni (neuroweapon) zdolnej do fizycznego uszkadzania układu nerwowego na odległość. Najgłośniejszym przypadkiem ostatnich lat jest tzw. syndrom hawański (ang. Havana Syndrome), czyli seria zagadkowych incydentów, w których dyplomaci i pracownicy ambasad USA (najpierw na Kubie w latach 2016-2017, potem w Chinach, a nawet w Europie) doznawali nagłych dolegliwości, tj. silnych bólów głowy, zaburzeń równowagi, słuchu, objawów przypominających wstrząśnienie mózgu – bez fizycznego urazu. Początkowo podejrzewano „atak akustyczny”, ale żadnego urządzenia nie znaleziono. Niezależne badania, m.in. amerykańskiej Narodowej Akademii Nauk (NAS), zasugerowały, że najbardziej prawdopodobną przyczyną były skierowane impulsy energii mikrofalowej (RF), które mogły uszkodzić struktury ucha wewnętrznego i mózgu. Innymi słowy – mamy do czynienia z realnym użyciem broni emitującej wiązkę promieniowania zdolną do zakłócenia działania neuronów z odległości.
Do dziś sprawa nie jest w pełni wyjaśniona, ale faktem jest, że kilkuset (!) amerykańskich dyplomatów, oficerów wywiadu i personelu wojskowego zgłosiło takie incydenty na różnych kontynentach. Jeżeli stoi za tym obca agencja, to możemy mówić o pierwszych skirmishach wojny kognitywnej w jej najbardziej dosłownym wymiarze, tj. ataku na mózg przeciwnika bez oddania ani jednego strzału. Autorzy analiz tego zjawiska używają nawet terminu „NeuroStrike” na określenie takiej hipotetycznej broni i ostrzegają, że jeśli istnieje już dziś, to może być dalej rozwijana. NeuroStrike mógłby wykorzystywać kombinację impulsów elektromagnetycznych i ultradźwięków do zaburzania aktywności neuronów. Brzmi to jak futurystyczna groźba rodem z gier, ale eksperci przestrzegają, że „ludzki mózg stał się szóstą domeną konfliktu”, obok tradycyjnych domen operacyjnych (lądu, morza, powietrza, kosmosu i cyberprzestrzeni) i jednocześnie domeną najsłabiej poznaną i chronioną. Nasza wiedza o działaniu mózgu wciąż ma luki, a ewentualne neurowpływy mogą być trudne do wykrycia, przypisywane chorobie czy stresowi. To powoduje strategiczny dylemat: jak bronić czegoś, czego objawy mogą być niewidoczne lub kwestionowane?
Ataki neurokognitywne są podstępne, gdyż ofiary początkowo były traktowane nieufnie, sugerowano im problemy psychosomatyczne, bo nie było „twardych dowodów” ataku. Jeśli taki rodzaj broni zostanie potwierdzony, społeczność międzynarodowa stanie przed olbrzymim wyzwaniem prawno-wojskowym: czy paraliżowanie wrogich dyplomatów falą radiową to akt wojny? Jak to odstraszać i jak odpowiedzieć na taki atak w sposób zgodny z prawem? Na razie pytań jest więcej niż odpowiedzi.
6) Reasumując, zagrożenia w infosferze i sferze kognitywnej obejmują zarówno stare metody w nowych szatach (propaganda w internecie), jak i zupełnie nowe wektory ataku wynikłe z postępu technologicznego (deepfaki, ataki na implanty, broń neuro).
W konsekwencji atakują one fundamenty wolnych społeczeństw – zaufanie, jedność, racjonalną debatę i autonomię jednostki. Za chwilę przedstawię Państwu, jak te zjawiska przejawiają się w konkretnych przykładach oraz jak reagują na nie państwa i organizacje międzynarodowe.