Wtorek, 16 września 2025, Nr 214 (8385) – Myśl jest bronią
Masowa automatyzacja i spadające płace staną się realnym zagrożeniem dla wielu ludzi
Przywołana w poprzednim odcinku konferencja monachijska sprzed kilku lat propagowała wykorzystanie sztucznej inteligencji w sferze biznesu. Niewątpliwie osiągnięcia technologiczne służą wielu rozwiązaniom przyspieszającym i rozszerzającym działania biznesowe, a przez to powiększają zyski przedsiębiorstw.
Problem, który stawia Kościół katolicki w swojej nauce społecznej, płynie pod prąd takiemu myśleniu i strategii. Nauka społeczna Kościoła stawia bowiem liderów biznesu przed dylematem: czy należy dążyć do bezwzględnej maksymalizacji zysku przedsiębiorstwa, czy też czasem trzeba zrezygnować z tej maksymalizacji na rzecz dobra wspólnego, dobra ludzi – pracowników i ich rodzin? Kościół niezmiennie opowiada się za rozwiązaniem na rzecz osoby ludzkiej. Oczywiście, nie oznacza to, że propaguje rezygnację z zysku i stan ubóstwa. Jednak na pierwszym miejscu stawia dobro wspólne.
Współczesne dokumenty Kościoła, zwłaszcza doby pontyfikatu św. Jana Pawła II czy Benedykta XVI, jednoznacznie podkreślały, że każde przedsiębiorstwo z natury jest – i powinno być – skoncentrowane na innych: łączy uzdolnienia, talenty, energię z umiejętnością służenia potrzebom innych. Stąd też umożliwia rozwój ludzi, którzy wykonują daną pracę w tym przedsiębiorstwie. W jednym z dokumentów można przeczytać: „Lider biznesu jest nie spekulantem, lecz innowatorem. Celem spekulanta jest maksymalizacja własnego zysku; dla takiej osoby cel uświęca środki, a tym celem jest właśnie zysk. Dla spekulanta budowa dróg, szpitali i szkół to żaden cel, a jedynie droga do niego. Powinno być oczywistością, że spekulant nie jest tym liderem biznesu, którego Kościół uważałby za budowniczego dobra wspólnego”.
Bezrobocie a godność człowieka
W tym kontekście trudno nie dostrzec, że istnieje bardzo poważne ryzyko wyrażające się w tym, że wraz z rozwojem sztucznej inteligencji i bezdyskusyjną akceleracją zysków przedsiębiorstwa wielu pracowników, a przynajmniej jakaś ich znacząca część, może zostać skazanych na bezrobocie. Stąd we współczesnej literaturze można już odnaleźć swoistego rodzaju poradniki i przewodniki dla ludzi zagrożonych rewolucją sztucznej inteligencji.
Raz jeszcze należy podkreślić, że już teraz sztuczna inteligencja może wykonywać zadania związane z kodowaniem w świecie rzeczywistym, może generować fotorealistyczne filmy, pisać – i pisze – artykuły do prasy codziennej. Może i potrafi jeździć taksówką bezpieczniej niż człowiek. Jest w stanie stawiać trafne diagnozy medyczne. Wszystko wskazuje na to, że w ciągu najbliższych pięciu lat rozwój sztucznej inteligencji będzie dynamicznie się rozwijał. To oznacza, że w końcu masowa automatyzacja i spadające płace staną się realną możliwością. A raczej realnym zagrożeniem dla wielu ludzi.
W ten sposób tworzy się zarazem wielka przestrzeń do przypominania nauki Kościoła, która wskazuje, że praca ma swój charakter nie tylko przedmiotowy, ale i podmiotowy, że jej celem jest nie tylko przetwarzanie materii, ale rozwój człowieka w jego pełnym wymiarze, zarówno indywidualnym, jak i społecznym. To właśnie z tego nauczania wyrasta katolicka nauka społeczna, zainicjowana encykliką Leona XIII „Rerum novarum”, która powstała w dobie rewolucji przemysłowej i zarazem olbrzymiego starcia systemu kapitalistycznego z ideologią marksistowską.
W tamtej dobie Papież Leon XIII jednoznacznie wyraził stanowisko Kościoła w kwestii robotniczej, przywołując potrzebę szacunku dla godności człowieka pracy. Za czasów pontyfikatu św. Jana Pawła II biskupi amerykańscy wystosowali wielki list pasterski na temat zagadnień gospodarczych i ekonomicznych. Pisali w nim między innymi: „Nasze własne doświadczenia, dotyczące jednostek, rodzin i społeczności, ponoszących ciężar bezrobocia, utwierdzają nas w przeświadczeniu, że my jako naród po prostu nie możemy sobie pozwolić na miliony bezrobotnych mężczyzn i kobiet w pełni sił. Nie stać nas na koszty ekonomiczne, deformacje społeczne i bezmiar tragedii ludzkich spowodowanych przez bezrobocie. To, na co nas najmniej stać, to zamach na godność człowieka, który zdarza się tam, gdzie miliony ludzi pozostają bez właściwego zatrudnienia”. To stwierdzenie zasługuje na szczególną uwagę. Podkreśla bowiem, że problem bezrobocia to nie tylko kwestia ekonomiczna. To nie tylko sprawa społeczna i możliwość realnych zakłóceń życia społecznego, także w postaci patologii. To przede wszystkim atak na godność osoby ludzkiej, to wytworzenie w bezrobotnym poczucia bezwartościowości.
Wybitny znawca katolickiej nauki społecznej prof. Czesław Strzeszewski pisał przed laty: „W normalnym społeczeństwie przy wolności pracy i życia gospodarczego jest rzeczą nieuniknioną, aby pewna liczba ludzi nie znalazła zatrudnienia, jeżeli jednak całe rzesze pozostają bez pracy, to jest to dowodem błędów ustroju pracy”.
Wydaje się, na ile można spekulować, że właśnie temat relacji sztucznej inteligencji i jej efektywności do ryzyka zwolnień z pracy i bezrobocia będzie stanowił jeden z wątków oczekiwanej encykliki Papieża Leona XIV.
Ograniczenia sztucznej inteligencji
Warto także zauważyć, że w istniejącej obecnie dynamicznej sytuacji, choć sztuczna inteligencja obniża wartość wielu umiejętności, które może sama wykonać, to jednocześnie podnosi wartość umiejętności, których nie potrafi wypełnić. Stąd doradcy zajmujący się problemami ekonomicznymi i społecznymi zwracają uwagę na potrzebę podejmowania w obecnej dobie stosownych strategii przez współczesnych pracowników. Najlepszą spośród nich jest nauka umiejętności, które sztuczna inteligencja uczyni bardziej wartościowymi, ale które pozostaną domeną człowieka.
Warto inwestować w rozwój osobistej skuteczności, dlatego że skuteczność osobista, produktywność, umiejętności społeczne i szybkie uczenie się są przydatne w każdej pracy i podnoszą wartość pozostałych umiejętności pracownika. Ważnym sektorem indywidualnego rozwoju pozostają umiejętności przywódcze. Pomimo wszystko zarządzanie, strategia i podejmowanie decyzji to trudne zadania, z którymi sztuczna inteligencja ma problem. Pozwala natomiast wykształcić w liderach przedsiębiorczości te właśnie umiejętności przywódcze, które zyskują dzisiaj szczególną wartość, może większą niż kiedykolwiek wcześniej.
I choć może zabrzmi to paradoksalnie, ale duże znaczenie mają – i będą miały – zdolności komunikacyjne. Okazuje się, że choć tworzenie treści staje się coraz bardziej zautomatyzowane, to jednak większą wartość u odbiorcy mają rozwaga i zaufanie. Chyba wciąż intuicyjnie bronimy się przed depersonalizacją relacji.
Wydaje się także, że obszarem, w którym ostatecznie sztuczna inteligencja nie potrafi w pełni zastąpić człowieka, jest sfera polityczna. Obywatele wciąż bezwzględnie preferują, aby decyzje podejmowali ludzie, a nie maszyny. Stąd też wiedza o tym, jak realizować zadania w sferze polityki, zarządzania, wydaje się być wiedzą rozwojową. Zarazem przewiduje się, że może zaniknąć wiele stanowisk w służbie cywilnej.
Pozostajemy w obszarze spekulacji i prognozowania przyszłości. Jednak są one ważne. Dynamika procesów technologizacji, informatyzacji zobowiązuje polityków, edukatorów, liderów biznesu do poważnej refleksji na temat przyszłości.
Niewątpliwie w tym miejscu pojawia się w sposób bardzo konkretny rola Kościoła i jego nauczania.
Ks. prof.Paweł Bortkiewicz TChr
