Lekarz musi rozumieć

Piątek, 6 lutego 2026, Nr 30 (8501) – Pierwsza strona

Potrzeba zmian w zasadach potwierdzania znajomości języka polskiego

Naczelna Rada Lekarska wydała stanowisko, w którym alarmuje, że wytyczne Ministerstwa Zdrowia określające zasady potwierdzania znajomości języka polskiego przez lekarzy posiadających ograniczone lub warunkowe prawo wykonywania zawodu (PWZ) są nieprecyzyjne. To niedokładne sformułowanie powoduje, że jeśli do 1 maja 2026 r. nie dostarczy się właściwego dokumentu, część medyków może utracić PWZ. To nie wszystkie zmiany, jakich domaga się NRL. Samorząd lekarski podnosi też, że obecnie wymagany poziom znajomości języka polskiego nie gwarantuje kompetencji językowych koniecznych do pracy lekarza w polskim systemie ochrony zdrowia. – Obecnie tym wymaganym poziomem jest B1. To jest poziom komunikacyjny do codziennych rozmów, do wykonywania prostych prac, a nie poziom, który by pozwalał na to, żeby móc bezpiecznie diagnozować pacjenta, rozmawiać o jego stanie zdrowia z rodziną, samym pacjentem czy podejmować jakieś decyzje. Poziom B1 to nie jest zasób słów z wiedzy specjalistycznej, który mógłby pozwolić na głębszą relację z pacjentem, która jest krytycznie potrzebna – argumentuje w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” Jakub Kosikowski, rzecznik Naczelnej Izby Lekarskiej.

To stanowisko podziela Ewa Klimaszewska-Antos, neurolog, prodziekan ds. studenckich i kształcenia Wydziału Nauk Medycznych i Nauk o Zdrowiu AKSiM. – Osoby, które leczą polskich pacjentów, powinny mieć umiejętność porozumiewania się na tyle wysoką, by umiały zrozumieć nie pojedyncze słowa, które się mówi, tylko cały kontekst wypowiedzi – wskazuje w rozmowie z nami.

Braki kadrowe w systemie ochrony zdrowia to problem, który od lat stanowił nie lada wyzwanie dla kolejnych ekip rządzących. Mimo że polskie uczelnie kształcą medyków, to chętnych do pracy w polskiej państwowej służbie zdrowia wciąż było i jest za mało. Niestety, nadal wielu lekarzy z Polski wyjeżdża do pracy za granicę. Dlatego kiedy po agresji Rosji na Ukrainę w 2024 r. do Polski przyjechały osoby z dokumentami poświadczającymi zawód lekarza, to – chcąc wykorzystać potencjał uchodźców – utworzono przepisy dotyczące przyznawania prawa wykonywania zawodu lekarza na określony zakres czynności zawodowych, okres i miejsce zatrudnienia na terytorium Polski. Oczywiście, regulacje nie ograniczają się wyłącznie do Ukraińców, ale dotyczą wszystkich obcokrajowców starających się o pracę w naszym kraju. Ministerstwo Zdrowia w wydanych wytycznych nie wymagało od lekarzy z zagranicy znajomości języka polskiego, potwierdzonej egzaminem czy zaświadczeniem. Dopiero w październiku 2024 r. resort zdrowia wydał komunikat, że lekarzom, którzy uzyskali limitowaną zgodę Ministra Zdrowia na wykonywanie zawodu, wydaną na podstawie wniosku złożonego po dniu 24 października 2024 r., okręgowe rady lekarskie będą przyznawać prawo wykonywania zawodu po przedłożeniu dokumentu poświadczającego znajomość języka polskiego minimum na poziomie B1. Lekarze, którzy otrzymali takie prawo przed 24 października 2024 r., mają czas na złożenie takiego poświadczenia do 1 maja 2026 r. W innym przypadku stracą prawo wykonywania zawodu. Jednak, co podnosi samorząd lekarski, wykaz dokumentów przedstawionych przez MZ, jakie mają prawo przedłożyć obcokrajowcy, jest bardzo nieprecyzyjny. Po pierwsze, nie wykazano, że właściwym dokumentem potwierdzającym znajomość języka polskiego jest państwowy certyfikat. Po drugie, wśród możliwych do złożenia papierów wymieniono np. dokument potwierdzający nabycie obywatelstwa polskiego. Co, jak przyznaje Jakub Kosikowski, jest kompletnym kuriozum, ponieważ nabycie obywatelstwa nijak się ma do wskazania, że poziom posługiwania się językiem polskim jest wystarczający. Nierzadko zdarza się, że osoby, które otrzymały polskie obywatelstwo, w bardzo małym stopniu posługują się naszym językiem ojczystym. Efekt decyzji MZ spowodował więc, że dopuszczono do obniżenia standardów dziedziny wymagającej najwyższych kompetencji. – Zdarzało się, że lekarz przystępujący do egzaminu, który pracuje w Polsce już od dwóch lat na podstawie tzw. warunkowego prawa wykonywania zawodu, nie potrafi uzyskać pozytywnego wyniku egzaminu znajomości języka polskiego. To zatrważające, ale takie są fakty – alarmuje Jakub Kosikowski.

Nasz rozmówca wskazuje też, że w innych krajach europejskich wymagana jest znajomość języka dla lekarzy obcokrajowców przystępujących do pracy na poziomie B2, a nierzadko nawet C1. – My również stoimy na stanowisku, że wymagany dziś poziom B1 nie jest wystarczający do wykonywania zawodu lekarza w Polsce – akcentuje. Przyznaje, że lekarze w trakcie pracy zazwyczaj nabywają umiejętności posługiwania się językiem polskim, ale – jak podkreśla – to nie jest argument do tego, aby obniżać wymagania językowe na starcie. – Nie możemy pozwalać uczyć się tego na żywym organizmie. W żadnym cywilizowanym kraju tak się nie robi – stwierdza.

Lekarz odwołuje się do własnego przykładu, kiedy wyjechał do Szwajcarii na praktyki. – Do uzyskania praktyk w tamtym państwie wystarczyła znajomość posługiwania się językiem niemieckim na poziomie B1. Jednak w praktyce wolałem z pacjentami i kolegami lekarzami mówić po angielsku (na wyższym poziomie), ponieważ mój poziom języka niemieckiego, którym władałem, czyli B1, nie był wystarczający. Znajomość na tym poziomie nie obejmuje specjalistycznego słownictwa medycznego. Było to więc dla mnie samego duże obciążenie psychiczne, dlatego koledzy wybierali mi pacjentów, którzy mówili także po angielsku. I dzięki temu mogłem uczyć się niemieckiego i podejmować decyzje medyczne. Nie wyobrażam sobie, abym mógł prowadzić samodzielne leczenie, nie znając języka mojego pacjenta w sposób perfekcyjny – relacjonuje.

Tragiczne konsekwencje

Przywołuje też jeden z najgłośniejszych przykładów tragicznych konsekwencji nieznajomości języka przez lekarza obcokrajowca. – To był lekarz radiolog, który dokonywał opisu zdjęcia rtg i korzystał z translatora google. Wysłał pacjenta do domu, zamiast wskazać na pilne zgłoszenie się do szpitala w celu dalszej diagnostyki, i w wyniku tych działań pacjent zmarł. To jest przykład tego, do czego może doprowadzić nieznajomość języka. Inne pojedyncze postępowania tego typu się toczą. Prokuratura występuje z pytaniami o szczegóły konkretnych przypadków – podkreśla.

Podobnego zdania jest Ewa Klimaszewska-Antos, która zwraca uwagę, że studenci medycyny na AKSiM muszą się wykazać znajomością języka obcego na poziomie B2. – I nikt tu nie mówi o podjęciu pracy za granicą. Takie wymagania Polska Komisja Akredytacyjna stawia uczelniom, a tym samym takie wymagania stawia się studentom chcącym zostać lekarzami w Polsce. Tymczasem od obcokrajowca przyjeżdżającego do Polski Ministerstwo Zdrowia wymaga znajomości języka polskiego, czyli tego języka, w którym będzie się komunikował z pacjentem, zaledwie na poziomie B1? To jest kompletnie nielogiczne i nieodpowiedzialne – ocenia. Nie ma żadnych wątpliwości, że kwestia odpowiedniej komunikacji z pacjentem jest kluczowa. – Chyba nikt nie chciałby być leczony przez lekarza, który nie rozumie, co się do niego mówi i nie potrafi wytłumaczyć pacjentowi proponowanej terapii – dodaje.

Braki kadrowe

Stanowisko NIL w sprawie podniesienia wymagań co do poziomu języka polskiego dla lekarzy obcokrajowców rozumie Czesław Hoc, poseł PiS, praktykujący lekarz. W rozmowie z „Naszym Dziennikiem” wskazuje jednocześnie, że lekarze obcokrajowcy stanowią dziś znaczący odsetek kadry wielu polskich szpitali, zwłaszcza powiatowych. – O ile apel NIL ma swoje uzasadnienie, to jednak trzeba pamiętać, że te braki kadrowe polskiej kadry są znaczące. Dlatego takie podniesienie wymagań dokonane bez żadnego czasu przejściowego może poważnie zaburzyć funkcjonowanie wielu placówek. Dlatego to jest poważny problem, trudny do rozwiązania – przekonuje.

Sprawę komentuje też w rozmowie z nami Stanisław Maćkowiak, prezes Federacji Pacjentów Polskich, który mówi jasno, że z punktu widzenia pacjenta najważniejsze jest bezpieczeństwo i zapewniony dostęp do lekarza. – To powinno zagwarantować nam państwo polskie. My jako pacjenci mamy prawo oczekiwać, że lekarz, do którego przychodzimy, będzie nas rozumiał. Niedopuszczalne jest to, abyśmy z powodu braku znajomości języka i niemożności komunikowania się lekarza nie mogli otrzymać świadczenia medycznego na właściwym poziomie. Obciążanie pacjenta konsekwencjami tego, że państwo polskie nie potrafi zapewnić mu opieki medycznej, odpowiedniej liczby kadry lekarskiej, jest niedopuszczalne – akcentuje Stanisław Maćkowiak.

Urszula Wróbel