Środa, 23 września 2026, Nr 221 (8692) – Polska
ROZMOWA /z Piotrem Zarębskim,reżyserem, wykładowcą AKSiM
Panie Reżyserze, gratuluję I miejsca za film edukacyjny „Listy nadziei” na jubileuszowym, 40. Międzynarodowym Katolickim Festiwalu Filmów i Multimediów „Niepokalana”. Jakie to uczucie odebrać tak prestiżową nagrodę w jubileuszowym roku festiwalu?
– To uczucie wyjątkowe. Dla mnie nagroda filmowa potwierdza wizję i ideę, jaką staram się zawrzeć w dziele. Zawsze dotykam tematów polskich, patriotycznych oraz szeroko pojętych wartości związanych z człowiekiem. Moje filmy opierają się na faktach i opowiadają o bohaterach – najczęściej zapomnianych. Stanowią przypomnienie o tym, co ucieka nam w pędzie życia, o wartościach istotnych dla naszego funkcjonowania. Z reguły nie zgłaszam filmów na festiwale. Do tego festiwalu mam jednak ogromny sentyment. W trudniejszych dla mnie czasach realizowałem filmy misyjne i właśnie tam zostały one dostrzeżone – mogłem je pokazać i zdobywałem nagrody. To już moja czwarta lub piąta nagroda w tym miejscu. Wszystkie są dla mnie niezwykle cenne, tym bardziej że nowa edycja festiwalu prezentuje bardzo wysoki, profesjonalny poziom filmowy i mnóstwo produkcji z górnej półki. Przyznanie mi tak wysokiej nagrody było więc dla mnie ogromnym, bardzo miłym zaskoczeniem.
Jak narodził się pomysł na ten konkretny projekt?
– Wcześniej współpracowałem z dziennikarzem Tomaszem Plaskotą. On stale poszukuje ciekawych wątków historycznych i podsunął mi temat listów dzieci, które pisały do Bolesława Bieruta z prośbą o łaskę dla uwięzionych rodziców lub członków rodziny. Temat ten poruszył mnie tym mocniej, że wcześniej czytałem już drastyczne listy dzieci z niemieckiego obozu przy ul. Przemysłowej w Łodzi. W trakcie dokumentacji i realizacji filmu natrafiłem na postaci, które moim zdaniem zostały niesłusznie zapomniane.
Co było dla Pana największym wyzwaniem reżyserskim podczas pracy nad tą produkcją?
– Zawsze podchodzę do filmu jak do dzieła sztuki. Ponieważ w przeszłości zajmowałem się sztukami plastycznymi i odebrałem w tym kierunku podstawową edukację, kino stało się dla mnie kolejnym naturalnym narzędziem wyrazu. Idąc do szkoły filmowej, nie myślałem o kręceniu fabuł. Chciałem raczej wykorzystać kamerę i taśmę do szeroko pojętej działalności artystycznej. Z czasem przyszedł jednak moment weryfikacji. Zrozumiałem, że współczesna sztuka często wpada w eklektyzm – odnosiłem wrażenie, że wszystko już kiedyś było. Przełomem okazał się mój kontakt z Kościołem. To wtedy uświadomiłem sobie, że najpiękniejszą rzeczą na świecie jest człowiek i powiązana z nim historia. To dlatego ukierunkowałem się na dokument. Wszystkie wypracowane wcześniej wartości artystyczne próbuję teraz przełożyć na język filmu, dopasowując je do realizowanego tematu. Najważniejsze to trafić prosto do serca widza, a przy okazji przekazać wartości i idee, które niesie ze sobą ta historia.
Podczas tej samej gali ogromne sukcesy odnieśli również studenci oraz absolwenci AKSiM – Julia Pisiewicz zdobyła I miejsce za film amatorski, a koło „Akcja Studencka Animacja” wyróżnienie za grę multimedialną. To dla wykładowcy zapewne ogromna duma?
– Tak. Często rzucam studentów na głęboką wodę, ponieważ AKSiM nie jest szkołą filmową, lecz dziennikarską. Dzisiejszy dziennikarz nie może jednak funkcjonować bez szeroko pojętych multimediów – musi potrafić wyszukiwać informacje w sieci czy pracować z materiałami archiwalnymi. W ramach moich zajęć przekazuję wiedzę, która jest kluczowa dla świadomego twórcy. Uczę studentów warsztatu filmowego, który mogą później wykorzystać w praktyce. Pokazuję im, jakie znaczenie ma pojedyncza sekunda lub klatka filmu, jak montować ze sobą ujęcia, by niosły odpowiedni sens, oraz jak dobierać plany filmowe. To wszystko elementy niezbędne do budowania narracji i artystycznego przekazu, w którym ogromną rolę odgrywa symbol. Formą zaliczenia mojego przedmiotu jest realizacja własnej etiudy. Zawsze powtarzam studentom, że ich praca musi nieść treść ważną dla widza. Nie chodzi o zwykłe zabawy z kamerą czy tworzenie filmów, które trafią na półkę, ale o poruszanie istotnych tematów. Czasami studenci realizują tematy narzucone przeze mnie, innym razem rozwijają własne pomysły. Moja opieka merytoryczna polega na korygowaniu ich pracy na etapie realizacji – wskazuję błędy i doradzam, co warto zmienić. Młodzi ludzie bardzo szybko przyswajają wiedzę o mediach i starają się tworzyć swoje projekty na najwyższym poziomie.
W jaki sposób praca ze studentami z AKSiM wpływa na Pana twórczość? Czy młode pokolenie wnosi do Pana warsztatu świeże spojrzenie?
– Zawsze uczę się od młodych ludzi, chociażby dlatego, że korzystają z zupełnie nowych środków technicznych. Trudno mi się jednak pogodzić z tym, jak wiele materiałów realizuje się dziś telefonami komórkowymi. Oczywiście to piękne, że każdy ma przy sobie sprzęt, o którym ja w ich wieku mogłem tylko pomarzyć – chociażby po to, by rejestrować rzeczywistość w czasie stanu wojennego. Dla mnie smartfon pozostaje jednak tylko notatnikiem. Choć z takiego notatnika też da się stworzyć rewelacyjny film, brakuje mi w tym wszystkim tradycyjnego, czysto filmowego języka. Chciałbym widzieć precyzyjne panoramy, świadome transfokacje, najazdy i odjazdy kamery. Brakuje mi też ręcznego prowadzenia ostrości, zamiast zdawania się na to, co wymusza automatyka aparatu. Wiem, że młodzi ludzie chętnie po to sięgają, ale ja szukam w kinie czegoś więcej. Z drugiej strony w tym zderzeniu pokoleń zawsze powtarzam jedną rzecz: jeśli masz rewelacyjny temat, świetny pomysł i jasną wizję, sprzęt przestaje być najważniejszy. Narzędzia mogą być niskiej jakości czy niedomagać technicznie, ale kluczowy jest sam przekaz. Doskonale widzimy to w serwisach informacyjnych. Pojawiają się tam materiały z miejsc ekstremalnych, nagrane przez przypadkowych świadków ważnych wydarzeń. Te nagrania bywają fatalne technicznie, a mimo to mają niesamowitą siłę rażenia. Dlatego zawsze powtarzam studentom: nie martwmy się o sprzęt, martwmy się o pomysł. Jako twórca realizujesz swoją wizję dla widza. Jesteś w pewnym sensie misjonarzem.
Nad jakimi projektami filmowymi – autorskimi lub wspólnymi ze studentami – pracuje Pan obecnie? Które z nich będzie można wkrótce zobaczyć?
– Zbliża się otwarcie nowego roku akademickiego, ale zanim to nastąpi, weźmiemy udział w Międzynarodowym Festiwalu Filmowym NNW w Gdyni. Zgłosiliśmy tam sześć etiud studenckich i wszystkie zakwalifikowały się do pokazów. Do tej pory nasi studenci co roku zdobywali na tym festiwalu nagrody. Jeśli chodzi o tematykę nowych projektów, czas pokaże. Zawsze staram się podsuwać studentom pomysły, inspirować ich i sugerować kierunki twórcze. Śledzę nasze życie polityczno-społeczne i uważam, że kino powinno wyciągać na światło dzienne tematy ważne, które poruszą opinię publiczną. Na przykład w ubiegłych latach zrealizowaliśmy cykl etiud poświęconych tragicznym losom polskich dzieci w niemieckim obozie przy ulicy Przemysłowej w Łodzi. Te niezwykle poruszające filmy przypomniały o hekatombie najmłodszych. Kiedy goszczę na zagranicznych pokazach lub festiwalach, staram się prezentować te etiudy jako dodatek do głównego programu. Nawiązuję tym samym do dawnej tradycji kinowej, w której seans poprzedzał dodatek filmowy. W ten sposób promujemy polską historię i wrażliwość naszych młodych twórców poza granicami kraju.
Dziękuję za rozmowę.
Urszula Wróbel